Pokazywanie postów oznaczonych etykietą leoparda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą leoparda. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 czerwca 2015

Łodzie ratunkowe na "RMS Titanic"

Dzisiaj postanowiłam napisać o łodziach ratunkowych. Dowiedziałam się przy tym, że szalupa może, ale nie musi być łodzią ratunkową

Łodzie ratunkowe na Titanicu to osobna opowieść. Jest wiele opracowań tego tematu w Internecie. Ja napiszę o tym w skrócie.

Przepisy, jakie obowiązywały ówczesne statki powstały w 1894 roku. Wymagały one, aby statki mające powyżej 10000 ton miały 16 łodzi ratunkowych oraz pewną liczbę tratw. Tylko w tamtym czasie, kiedy ustanawanio owe przepisy największy z pływających liniowców miał 12000 ton. W 1912 roku nadal one obowiązywały. Tak też wystawiono Titanicowi świadectwo do zabierania więcej niż 3500 osób.

Początkowo planowano umieścić na pokładzie łodziowym Titanica dwa rzędy łodzi, podobnie jak to potem zrobiono na statku Edinburgh Castle. Na Titanicu zainstalowano żurawiki Welina, które umożliwiałyby podwieszenie na jednym zespole żurawików po dwie, a nawet cztery łodzie; w końcu jednak uznano, że zgodnie z wymaganiami Board of Trade dla potrzeb Titanica wystarczy jeden rząd łodzi. Wszystko wskazuje na to, że ta ostateczna decyzja należała do Ismaya.
Geoffrey Marcus  Dziewicza podróż, Wydawnictwo Morskie, Gdańsk 1974

Tak więc na pokładzie Titanica znalazało się 16 drewnianych łodzi i 4 cztery składane łodzie Engelhardta. Na pokładzie szalupowym było szesnaście łodzi ratunkowych oraz cztery składane. Łodzie ratunkowe drewniane miały numery od 1 do 16. Parzyste umieszczono na prawej burcie, a nieparzyste na lewej burcie. Pod szalupami nr 1 i nr 2 umieszczono składane łodzie C i D. Łodzie składane A i B umieszczono dnem do góry na dachach kwater oficerskich przed pierwszym kominem statku. Mogły one pomieścić 1178 osób.


Rozmieszczenie łodzi na pokładzie


Łodzie Engelhardta to składane łodzi, którego pomysłodawcą był duński kapitan Valdemar Engelhardt. Uzyskał on patent na swoją łódź.

Łódź Engelhardta


Patent na łódź
O kapitanie Engelhardtcie
Duński patent na łódź
Zdjęcia łodzi Engelhardta
Stona o łodziach Engelhardta


Spuszczanie łodzi ratunkowych
Nie ma jednoznacznych danych dotyczące czasu opuszczanych szalup i ich zapełnienia. W poniższej tabelce wybrałam trzy źródła czyli Wikipedię, Wiki i dane z Titanic zbuduj sam — kolekcja Hachett.

Kolejność spuszczania łodzi raunkowych (Titanic. Zbuduj sam — kolekcja Hachett


Szalupy na lewej burcie opuszczał Lightoller, a na prawej burcie Murdoch. Pierwszy przestrzega zasady tylko kobiety i dzieci, a drugi dopełniał szalupy mężczyznami. Czy faktycznie padł taki rozkaz kapitana?

Kapitan Smith odezwał się do Lightollera Put the women and children in and lower away
D.A. Butler ― Niezatapialny. Pełna historia RMS Titanic, Wydawnictwo Magnum 1998

Lightoller  odezwał się do kapitana Smitha: Czy, nie lepiej by było, gdybyśmy kobiety i dzieci wsadzali do łodzi? Kapitan przytaknął.

Geoffrey Marcus ― Dziewicza podróż, Wydawnictwo Morskie, Gdańsk 1974

Na podstawie tego stwierdzam, że Murdoch zrozumiał rozkaz oznaczający najpierw ewakuować kobiety i dzieci, a potem mężczyzn
http://www.statekmarzen.fora.pl/katastrofa,1/szalupy-ratunkowe,674-15.html

Zadałem sobie trud policzenia liczby uratowanych i wyszło mi, że z szalupami numerowanymi opuszczonymi przez Lightollera opuszczono 248 osób, a z tymi murdochowymi 339. Daje to wynik 58:42 dla Murdocha, mimo że to on spuszczał szalupę Duff-Gordonów. Ze składanych dochodzi 65 pasażerów dla Murdocha i ok. 55 dla Lightollera, pamiętajmy jednak, że on napotkał znacznie większe problemy. Razem 303 osoby Lightoller i 404 Murdoch, wynik 4:3 lub 57:43 dla tego drugiego. Jednak angielska Wikipedia podaje 323-382, czyli 46:54.
Zresztą Wikipedia wszystko podaje inaczej. Na przykład, że tylko łódź 15 była przeładowana z 68 pasażerami i żadna inna nie przekroczyła 60, podczas gdy w danych Kobry uczyniły to dwie, 13 i 15, 64 i 65 pasażerów. Według Wikipedia 13 miała 55 pasażerów.PS. A pierwszym chyba pasażerem 3. klasy, który wsiadł do szalupy, był Fahim Leeni, nr 6.

          http://www.statekmarzen.fora.pl/katastrofa,1/szalupy-ratunkowe,674.html

Chciałam zrobić graficzne przedstawienie jak były zapełnione poszczególne szalupy, jednak ze względu na rozbieżności w danych zrezygnowałam z tego pomysłu. Na grafice pod tym linkiem na dole jest taki obraz wypełniena szalup.

Wizualizacja Titanic w programie 3DS Max na filmiku. Bardzo dobrze zrobiona. Można zobaczyć rozmieszczenie ładzi ratunkowych.




Zdjęcia łodzi ratunkowych

Łodź nr 6 z rozbitkami z Titanica

Łodź składana Engelhardata (D) z rozbitkami z Titanica

Model łodzi


Łodzie z RMS Titanic w Nowym Jorku

Linki:

Linki dotyczące kolejnych łodzi

wtorek, 14 kwietnia 2015

103. rocznica zatonięcia "RMS Titanic"

Dzisiaj mija 103. rocznica katastrofy najsłynniejszego statku czyli Titanica. Wiemy, że uderzył on w górę lodową i wskutek tego po około trzech godzinach zatonął. Dokładna liczba ofiar nie zostanie ustalona, przyjmuje się że było to 1500 osób, a 700 się uratowało. Dlaczego zatonął Titanic? Do tej pory nie ustalono dlaczego wpadł na górę lodową. Powinni byli ją zobaczyć obserwatorzy na bocianim gnieździe. Firma White Star Line, armator Titanica, w przeciwieństwie do innych armatorów miała specjalne stanowisko obserwatora. Zatrudniano na nie najlepszych. A oni zobaczyli górę lodową z odległości kilkuset metrów. Jest na ten temat teoria, że warunki atmosferyczne, które panowały w tę niezwykłą noc był specyficzne. W tym miejscu wystąpiło zjawisko mirażu, które nie pozwoliło dojrzeć góry lodowej z odległości paru mil, jak zwykle się je obserwowało. Takich niesamowitych przypadków w katastrofie Titanica było o wiele więcej. Jakby wszystko sprzysięgło się przeciwko temu statkowi.


Titanic przeszedł do legendy. Tę legendę utrwalają filmy. A powstało ich sporo, pierwszy zaraz parę miesięcy po katastrofie. Najsłynniejszymi filmami są Night to remember z 1958 roku oraz Titanic z 1997 roku. W filmie Night to remember konsultantem był czwarty oficer z Titanica Joseph Boxhall. W tym czarno-białm filmie widzimy jak Titanic tonie, wcześniej nie przełamując się. To nie był zgodne z prawdą jednak niektórzy świadkowie katastrofy tak to postrzegali. LegendąTitanica posłużono się w propagandzie. W 1943 roku w hitlerowskich Nimczech nakręcono film o katastrofie Titanica, gdzie przedstawiono złych Brytyjczyków i jedynego dobrego człowieka czyli pierwszego oficera, któremu zmieniono zarówno nazwisko jak i narodowość na niemiecką.

Na początku XX wieku połączenie Europy z Ameryką zapewniały linowce. Był ich tak wiele, że na Atlantyku bywało jednocześnie ponad trzysta statków. Armatorzy rywalizowali między sobą wielkością oraz wyposażeniem statków, bili się o Błękitną wstęgę Atlantyku. Jednak największe pieniądze zarabiali na pasażerach trzeciej klasy.

Dwóch najsłynniejszych armatorów rywalizowało między sobą. To Cunard ze słynną Mauretanią zdobywczynią Błękitnej Wstęgi Atlantyku i White Star Line. Firma White Star Line chciała być lepsza od Cunarda i postanowiła zbudować luksusowe giganty, czyli statki tak zwanej klasy olimpijskiej. Pierwszy z nich to Olympic, drugi Titanic, trzeci Gigantic. Statki te nie miały szansy na zdobycie Błękitnej Wstęgi Atlantyku, więc postawiono na wielkość i luksus w wyposażeniu.

Ówczesne normy bezpieczeństwa był dość archaiczne, bowiem ilość szalup na statku nie zapewniała miejsca wszystkim pasażerom. Kierowano się tym, że w tamtych czasach na Atlantyku był tłok i w razie katastrofy szalupy miał służyć jako środek transportu między tonącym statkiem, a statkami go ratującymi. W katastrofie Titanica to zawiodło. Jednak według ówczesnych przepisów Titanic spełniał wszystkie normy bezpieczeństwa, a szalup ratunkowych miał więcej niż to było konieczne.

Titanic w swój dziewiczy rejs wypłynął  z dużym opóźnieniem. Najpierw jego siostrzany statek Olympic miał kolizję i wymagał pilnego remontu, następnie już po zwodowaniu (nie był ochrzczony) nastąpił strajk górników i nie było dostatecznej ilości węgla, aby statek mógł wypłynąć w planowanym terminie.

Titanic wypływa z Southampton 10 kwietnia 1912 roku w południe, następnie zawija do Cherbourga i kieruje się do Queenstown. A stamtąd już przed nim Atlantyk. 14 kwietnia 1912 roku o godzinie 23:40 uderza w gorę lodową i o 2:40 (lub 2:20) tonie. Na pomoc rozbitkom przychodzi statek Carphatia, która zmienia swój kurs i później udaje się z nimi do Nowego Jorku.




Po dwu dniach z portu Halifax w Kanadzie wyruszył pierwszy statek holowniczy CS Mackay-Bennet na poszukiwanie ciał rozbitków. Po nim wypływają jeszcze trzy. Wyławiają 328 ciał, do portu przywożą ich 210. Trzeciego maja 1912 roku następuje ich pogrzebanie na cmentarzu w Halifaksie.

Badaniem katastrofy Titanica zajmują się dwie komisje. Jedna to amerykańska komisja senatu USA, druga to brytyjska komisja Izby Handlu. Można się dziwić dlaczego katastrofę Titanica badała amerykańska komisja. RMS Titanic pływał pod banderą brytyjską, jednak należał do White Star Line (spółki zależnej) w holdingu żeglugowym International Mercantile Marine (IMM). Ten holding był własnością Amerykanina Johna Pierponta Morgana. Ustalenia jakie poczyniono w czasie obrad tych komisji przyczyniły się do opracowania nowych standardów bezpieczeństwa, przyjęto międzynarodową Konwencję o bezpieczeństwie życia na morzu, powstały patrole lodowe. 

Piękny, luksusowy statek płynął w dziewiczym rejsie z wielką liczbą bardzo znanych osób i zatonął. Był to dla ludzi niesamowity wstrząs. Zachwiał wiarę w wielkość techniki i stał się ostrzeżeniem. Tylko czy my to zrozumieliśmy?


PS W zeszłym roku była obchodzona setna rocznica zatonięcia kanadyjskiego Titanica czyli transatlantyku Empress of Ireland. Zginęło na nim wiecej pasażerów niz na Titanicu, bo 840 osób. Statek zatonął na skutek zderzenia z parowcem Storstad w 14 minut. Wśród jego załogi był palacz William Clark. Co takiego niezwykłego jest w tym fakcie? To jest niezwykłe, że był on również palaczem na RMS Titanic. Tamta katastrofa przyczyniła się do jego uratowania. Jak usłyszał znajomy dźwięk rozrywanego metalu, natychmiast pobiegł do drabiny i szybko wydostał się na pokład. Gdy pytano go, która katastrofa była bardziej przerażająca odpowiedział, że zatonięcie Titanica.

czwartek, 2 kwietnia 2015

Życzenia Wielkanocne

RMS Titanic wypłynął w swój rejs po Świętach Wielkanocnych. Pomyślałam sobie, że przydałby się kalendarz z 1912 roku. Dni rejsu Titanica są pogrubione.




Tutaj ten sam kalendarz, ale w większym rozmiarze.





Zdrowych, pogodnych Świąt Wielkiej Nocy
życzy
leoparda


Jajko napoleońskie wykonane pod kierunkiem Petera Carla Fabergé. Zostało ono stworzone w 1912 roku dla ostatniego cara w Rosji Mikołaja II jako dar dla jego matki cesarzowej wdowy Marii Fiodorownej. Obecnie jajko jest eksponowane w Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku, New York. Konstrukcja jajka upamiętnia setną rocznicę bitwy pod Borodino (1812 rok) w trakcie  inwazji Napoleona na Rosję.

Jajko jest wykonane z żółtego złota, z szmaragdowymi panelami, rubinami i brylantami. Wnętrze wyłożone jest satyną i aksamitem. W środku jest niespodzianka, sześć miniaturowych obrazów przedstawiających sześć pułków gdzie Maria Fiodorowna była honorowym pułkownikiem.

piątek, 13 marca 2015

MV Britannia

Do napisania tego postu  jakby zmusił mnie pewien tabloid. Przeczytałam, że wypłynie nowy brytyjski Titanic. Czego to nie robi się, aby zrobić tytuł jakiegoś posta bardzo chwytliwym? Wystarczy dać w nim słowo Titanic i wiadomo, że będzie czytany. Co tutaj mamy wspólnego z Titanikiem? Chyba tylko liczby 10 i 14, brytyjski statek oraz port Southampton.
RMS Titanic był liniowcem, przewoził pocztę. MV Britannia jest statkiem wycieczkowym. Czy Britannia jest najbardziej luksusowym wycieczkowcem? Nie wydaje mi się. Nie jest największym wycieczkowcem na świecie. Największa jest w brytyjskiej flocie wycieczkowców.
Pojawienie się takiego wielkiego statku na morzu zawsze budzi emocje. A tutaj tym bardziej, bowiem statek został ochrzczony przez Jej Królewską Mość — królowę Elażbietę II. Tego nie doświadczył Titanic, bowiem nie został ochrzczony.

Jakoś do mnie nie przemawiają wycieczkowce z balkonikami. Kojarzą mi się z budynkiem. Brakuje mi w nich pokładów, gdzie ludzie spacerują, patrzą na morze i jest gdzieś ta magia… morza. A tak to widzę jakieś pomieszanie budynku z galerią handlową na wodzie. Czyli to samo co na lądzie… szkoda.


RMS Titanic na przodzie, a MV Britannia za nim.

Strona MV Britannia w Wikipedii [link], oficjalna strona statku [link]

sobota, 14 lutego 2015

Kalendarz 2015

Jak zwykle kalendarz, trochę z opóźnieniem (domowe problemy) na 2015 rok. Jest w paru wersjach.







niedziela, 21 grudnia 2014

Życzenia świąteczne

Wszystkim Internautom-Miłośnikom statku marzeń czyli RMS Titanic w związku z nadchodzącymi Świętami Bożego Narodzenia życzę zdrowych, pogodnych Świąt oraz spełnienia wszystkich marzeń w nadchodzącym Nowym Roku.
leoparda




sobota, 13 września 2014

Grenlandia — stąd oderwała się góra lodowa

Na Grenlandii jest lodowiec Jakobshavn, z którego spływa jedna dziesąta część grenlandzkiego lądolądu. Uważa się, że właśnie od niego oderwała się góra lodowa, która uderzyła w Titanica. Lodowiec ten znajduje się w zachodniej Grenlandii, w pobliżu portu Ilulissat. Jest to największy lodowiec. Czoło lodowca Jakobshavn w ciągu ostatnich stu lat cofnęło się o dwadzieścia kilometrów, a jego grubość zmalała o trzysta metrów.

Lodowiec Jakobshavn

Grenlandią zainteresowałam się po przeczytaniu książki Aliny i Czesława Centkiewiczów — Osaczeni wielkim chłodem. W pierwszym rozdziale mamy opisany rejs Titanica. Tylko, jest to bardzo swobodna interpretacja faktów, a może autorzy specjalnie zmienili niektóre fakty, jak to wolno autorom. Pozostałe rozdziały są bardzo ciekawe, bowiem pokazują piękno tej wyspy i zwyczaje mieszkających tam ludzi.

Poniżej parę wiadomości z Wikipedii, reszta na jej stronie o Grenlandii [link]



Grenlandia (gren. Kalaallit Nunaat, duń. Grønland) — autonomiczne terytorium zależne Danii położone na wyspie o tej samej nazwie w Ameryce Północnej, o obszarze 2 166 086 km² (największa wyspa na świecie), pokrytej w 81% przez lądolód (410,4 tys. km² jest wolnych od lodu) i o ludności 56 282 (według stanu ze stycznia 2014). 
Większość mieszkańców Grenlandii stanowią Grenlandczycy. Przeważającą część (89%) mieszkańców Grenlandii stanowią Inuici.  Są oni potomkami rdzennych Inuitów (Eskimosów) i Europejczyków (głównie Duńczyków) o różnym stopniu wymieszania. Na wyspie mieszkają także Europejczycy (w większości Duńczycy) urodzeni na Grenlandii (ok. 3-5 tys.). W sumie te dwie grupy ludności stanowią 87% całej populacji. Pozostałe 13% stanowią osadnicy urodzeni poza wyspą, głównie Duńczycy.
Stolicą Grenlandii jest Nuuk (duńska nazwa Godthåb). W 1978 duński parlament przyznał Grenlandii autonomię. W 1982 w referendum mieszkańcy opowiedzieli się przeciwko pozostawaniu wyspy w Europejskiej Wspólnocie Gospodarczej, w związku z czym w 1985 wyspa wystąpiła z niej i nie jest obecnie — w przeciwieństwie do Danii — członkiem Unii Europejskiej. Grenlandia jest natomiast członkiem Rady Nordyckiej.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Grenlandia 

Flaga i herb Grenlandii

Flaga Grenlandii

Herb Grenlandii



Dlaczego nie używamy nazwy Eskimos?

Tutaj najlepiej posłużę się cytatem z książki państwa Centkiewiczów — Osaczeni wielkim chłodem.

Od dawna gniewała i urażała grenlandzkiego łowcę nazwa Eskimos, w narzeczu Indian z Labradoru oznaczała ona: „ten, co pożera surowe mięso”, przyjęła się jednak ogólnie i pokutuje po dziś dzień. Biada jednak temu, kto w rozmowie z Grenlandczykiem — bo tak od pół wieku mniej więcej nazywał siebie mieszkaniec wyspy — powie o nim: Eskimos. Będzie mu to poczytane w najlepszym razie za nietakt, w najgorszym razie za obrazę.
Codzienna, nierzadko ongiś samotna walka z wrogim światem, jaki otaczał łowcę grenlandzjkiego, z martwą przestrzenią, z zimnem i głodem od wieków wyrobiła w nim poczucie ogromnej odpowiedzialności. Wiedział, że liczyć musi wyłącznie na własną zaradność, na własną odwagę, na siebie samego, że decyduje o losie swoim i swoich bliskich, o życiu ich i śmierci. Z tej niełatwej walki codziennego dnia, każdej niemal godziny, ze swych osiągnięć czerpał coś więcej niż poczucie godności. Szczycił się swym pochodzeniem, nazywał siebie „Innuk” czy „Innuit” — to znaczy „człowiek w pełni tego słowa”, „prawdziwy człowiek”.
 Alina i Czesław Centkiewiczowie — Osaczeni wielkim chłodem


Ciekawostka

Najlepsza wełna na świecie? Jest na pewno najcieplejsza i najmiększa. Utkany z niej materiał nie kurczy się, łatwo się ją farbuje. Skąd ją pozyskać? Ano z tego zwierzęcia — to piżmowół. Pod tym długim włosem kryje się warstwa cieńkiej delikatnej wełny.

Piżmowół


Eskimoska moda

 „Anorak”, kaftan z kapturem naciągany przez głowę, prosty w kroju, niezastąpiony dla człowieka walczącego ze śniegiem i zimnem. Uszyty z foczych skór musi być luźny, żeby powietrze — dodatkowa warstwa izolująca — mogło pod nim swobodnie krążyć. Jeżeli myśliwy podczas długiego biegu za psim zaprzęgiem spoci się, wystarczy, by odrzucił kaptur, a przez szeroki kołnierz nasycone parą powietrze uchodzi na zewnątrz.
Zdobywca bieguna północnego Peary podczas swych licznych grenlandzkich prób dotarcia do bieguna północnego nosił wyłącznie eskimoską odzież, przestrzegając przed niebezpieczeństwem wkładania pod futrzany anorak wełnianej bielizny, która nasiąkając potem grozi człowiekowi zamarznięciem.
Podczas zimowych miesięcy łowca Grenlandii wkłada najchętniej puchem do ciała „bieliznę” zszywaną mozolnie z dziesiątków, czasem z setek ptasich skórek, lub puszyste futro młodego karibu, na wierzch anorak, do tego spodnie ze skóry białego niedźwiedzia; są one wprawdzie ciężkie, ale mają tę zaletę, że śnieg nie przywiera do włosia. Latem Eskimos zamienia je na fokowe lub szyte ze skór karibu — futrem na zewnątrz.
Obuwie eskimoskie „kamiki” składające się z dwu części: wewnętrznej włosem do ciała i zewnętrznej włosem na wierzch — to także wynik wielowiekowego doświadczenia. Skóra foki jest nieprzemakalna, but utrzymuje znakomicie ciepło, zwłaszcza jeśli wymościć go suchą trawą lub klakami wełny wołu piżmowego. Zimowe, kamiki z niedźwiedziego futra głuszą kroki myśliwego, fokowe latem nie ślizgają się po lodzie. Odświętne obuwie Eskimoski, sięgające do pół uda, jest pięknie zdobione barwnymi rzemykami. Każda kobieta w pomysłowości i układzie skomplikowanych wzorów stara się prześcignąć sąsiadki.
 Alina i Czesław Centkiewiczowie — Osaczeni wielkim chłodem

Rodzina grenlandzka (1917 rok)


Kiedy wiosną słońce obejmuje we władanie Arktykę, na przeciąg kilku miesięcy, jego promienie odbijając się od każdego lodowego zrębu, od każdej śnieżynki rażą boleśnie oczy. Najbardziej nowoczesne przyciemniane okulary stosowane dzisiaj przez polarników miały jedną wielką wadę: para zamarzała na szkłach czy tworzywie sztucznym, pokrywała je nieprzenikliwą powłoką, zacierała widoczność. Eskimos nie znał tego kłopotu. Cienkie płytki kościane z wąziutką poziomą szparą zabezpieczały znakomicie oczy przed oślepiającym blaskiem słońca, pozwalając jednocześnie wszystko widzieć.
Alina i Czesław Centkiewiczowie — Osaczeni wielkim chłodem


Dzieci w tradycyjnych strojach


Budowa igloo


Arktyka nauczyła go wielkiej mądrości — nie spieszyć się. Odwieczny doradca, instynkt pierwotnego człowieka mówi mu, że nie może być pośpiechu tam, gdzie buduje się dom, że budulec musi być jak najlepszy.
Nie każdy śnieg nadaje się na igloo, o tym wie nawet dziecko na Grenlandii. Musi być zwarty, ścisły, płozy sań nie powinny pozostawiać na nim głębokiego śladu. Nie może być puszysty — ściany runęłyby na głowę łowcy, nim ukończyłby budowę. Ani zbyt sprasowany — człowiek zamarzłby niczym w lodówce, gdyby zamknął się szczelnie w lodowych ścianach. Kiedy w końcu Eskimos znajdzie odpowiedni śnieg, wyciąga z sań długi, szeroki, ongiś kościany, dziś stalowy nóż przypominający wyglądem indiańską maczetę. Wie z góry, bez skomplikowanych obliczeń — tych i tak nie potrafiłby dokonać — ile ma wyciąć bloków, pod jakim kątem pierwszy ich krąg pochylić do wewnątrz, jak ściąć górną krawędź, żeby następne układały się spiralnie, zamykając sklepienie nad głową. Bez cyrkla, bez taśmy mierniczej nieomylnie wyczuwa, jaką proporcję utrzymać pomiędzy średnicą a wysokością śnieżnego domku.
Otwór wyjściowy wycina u samego dołu ściany i dobudowuje długi tunel, który zabezpieczy wnętrze przed śniegiem i lodowa tymi podmuchami. Otwór wentylacyjny wywierca także nisko w bocznej ścianie, zawsze od strony wiatru, pamiętając, że gdyby go przebił w szczycie, nastąpiłaby katastrofa. Ciepłe powietrze uchodząc z igloo rozpuściłoby śnieg i rano myśliwy znalazłby się bez dachu nad głową.
Alina i Czesław Centkiewiczowie — Osaczeni wielkim chłodem

Igloo (Ilustracja z Badań Arktyki Charlesa Francisa Halla i życia
wśród Eskimosów, 1865)


Grenlandzki leming

Jest niepozorny, niewiele większy od szczura, przypomina naszego górskiego, świstaka, oglądanego jakby przez szkło zmniejszające. Latem trudno go wypatrzeć w tundrze wśród odłamów skalnych, mchów i porostów — przybiera ich barwą brązowoszarawą. Zimą gęste, płowe futerko zlewałoby się z bielą śniegu, gdyby nie ciemne plamy na łebku i grzbiecie. 
Leming, podobnie jak jego bracia w tundrach Północnej Arktyki i Euroazji, wielu ma wrogów na ziemi i w powietrzu. Czujny, ostrożny, rzadko kiedy przebywa na otwartej przestrzeni. Na łowy wychodzi najczęściej o zmroku, kiedy nikt prócz sowy śnieżnej nie wyrządzi mu krzywdy. Zaatakowany, śmiało stawia czoła olbrzymom, jakie go napadają. Parska niczym rozzłoszczony kot, pluje, obnaża drobne, ostre kły gryzonia, drapie mocnymi pazurami. Jest tak groźny, że dużo większe od niego zwierzęta, jak lis czy wilk, wolą nieraz zrezygnować ze zdobyczy. Czupurne zwierzątko nie cofnie się przed nikim i niczym, walczy zaciekle do upadłego, zwycięża lub ginie. Wśród Eskimosów Grenlandii utarło się ongiś powiedzenie, które przynosi mu zaszczyt: „odważny jak leming”. 
Latem niemal każdy metr kwadratowy tundry jest poorany, pełen dziur i norek. Mocne, długie pazury przednich łapek pozwalają zwierzątku drążyć misterne korytarze, do których wejście zamaskowane jest przezornie mchem, kamykami i kępkami porostu. Wnętrze gniazda, schludne i świetnie zaplanowane, do złudzenia przypomina ludzkie mieszkania: w każdej „izbie” podłoga czysto wymieciona, posłania wymoszczone mchem, trawą, zeschłymi listkami, piórkami ptaków, a nierzadko puszystą wełną wołów piżmowych, którą wiatr roznosi po tundrze. „Cichy kącik” urządza sobie zwierzątko zazwyczaj na zewnątrz; niektórzy zoologowie twierdzą, że każdy leming korzysta z własnej ubikacji. 
Na zimowy okres między palcami przednich łap wyrasta mu mocny pazur, który pomaga w rozgrzebywaniu twardego śniegu. Wiosną, niepotrzebny, znika. Przed zapadnięciem polarnej nocy zapobiegliwy i gospodarny najmniejszy mieszkaniec tundry pracowicie gromadzi zapasy: mech, porosty, owady, gałązki, owoce polarnej brusznicy i korę skarlałych brzózek. Wciąga do swego gniazda co się tylko da, bo nigdy nie wiadomo, jak długo potrwają mrozy. Małe przychodzą na świat dwa razy ;do roku po trzy, cztery, w każdym miocie i pokolenie za pokoleniem osiedla się w pobliżu rodziców, drążąc w ziemi własne norki i gromadząc własne zapasy. 
Nadchodzą jednak dziwne lata, co cztery, pięć, czasem co dziesięć, podczas których normalny cykl życia zostaje zakłócony. Do dziś dnia nauka nie znajduje wytłumaczenia tego wybuchu płodności, który jak plaga spada na leminga! Trzydzieści do czterdziestu malców przybywa w jednej rodzinie i rozpoczyna się męka. Młode dojrzewają nadspodziewanie szybko i zaczynają rozmnażać się znacznie wcześniej niż zwykle. Jest im ciasno, coraz ciaśniej, nie ma mięjsca na nowe gniazda, zapasów brak, brak żywności. 
Spokojne, przyjazne zwierzątka, które dotąd wspomagały się nawzajem, stają się swarliwe, kłócą się i gryzą bez powodu, podrażnione skaczą sobie do oczu, krążą po zatłoczonych korytarzach, po tundrze, gorączkowo, bez celu, stając się łatwym łupem drapieżców. A kiedy słońce podnosi się nad horyzontem, kiedy tundra budzi się do życia, zamiast cieszyć się młodymi pędami roślin lemingi nieoczekiwanie, wszystkie naraz rozpoczynają szaleńczy marsz. Na rozkaz jakichś nieznanych, nieubłaganych sił przyrody opuszczają Todzinne gniazda, młode i stare, silne i słabe, i rzucają się do ucieczki. Jak strużki wody wyciekają ze swych norek, łączą się w większe gromady, biegną na oślep, przed siebie, wszystkie w jednym kierunku. Będą go utrzymywać z żelazną konsekwencją, skądkoiwiek by nie szły. Nic nie jest w stanie zmienić raz obranerj strony świata. Cel, do jakiego zdążają w jakimś obłąkańczym pędzie, jest niezmiennie jeden — morze. 
Suną zbitą masą, szeroką na dziesiątki kilometrów ławą. Jest ich wciąż więcej — tysiące, dziesiątki tysięcy, miliony. Brunatny kobierzec rozedrganych w biegu ciał pokrywa całe obszary jakby lawa czynnego wulkanu. Zalewają tundrę. Nie zatrzyma ich strumień ani łożysko rzeki. One, które zazwyczaj boją się wody, skaczą teraz do niej bez pamięci, walczą zajadle z prądem i wirami. Wiele ich ginie, ale le, które przedostają się na przeciwległy brzeg, po krótkim odpoczynku ruszają niezmiennie naprzód. Jak szarańcza niszczą wszystko, co napotkają na swej drodze, czego mogą dosięgnąć, schrupać, pozostawiając po sobie ogołocone obszary, tłoczą się i gryzą nawzajem, gnane wciąż naprzód nieznanym rozkazem. 
W tych dziwnych „łemingowych latach” wszyscy drapieżni wrogowie małego gryzonia: lisy, gronostaje, sowy śnieżne, rozmnażają się jak nigdy, jakby wiedziały, że czeka je łatwy żer, że bez trudu wykarmią potomstwo. Zgraje wilków również nie gardzą tym ruchomym kłębowiskiem drobnych ciałek, pozostawiającym na swej drodze pojedyncze sztuki, co nie wytrzymały trudów. 
Traperzy, którzy ongiś trudnili się skupem skórek lisów polarnych od łowców eskimoskich, pierwsi zwrócili uwagę na współzależność lat łemingowych ze szczytowymi połowami piękniejszych niż zwykle zwierząt futerkowych. 
Obłędny marsz lemingów trwa. Płochliwe zazwyczaj, unikające człowieka, jak oszalałe wpadają teraz do ludzkich domostw, przetaczają się przez miasta i miasteczka, zalewają ulice, drążą korytarze podziemne. W 1823 roku wtargnęły do Harnasand w północnej Norwegii, skąd nie cofnęły się masakrowane przez przerażoną ludność. Dotarły nawet dó Oslo, wdzierały się na schody Parlamentu, do mieszkań na piętra. Parły naprzód w zbiorowej histerii. Kierunek? Zawsze ten sam — morze, które staje się w końcu ich zgubą. Ostatnią wielką wędrówkę lemingów zanotowano przed dwudziestu laty. Od tego czasu obłęd wydaje się przygasać, emigrują ku morzu tylko mniejsze stada. 
Doświadczeni polarnicy w Arktyce i mieszkańcy północnej Skandynawii uprzedzają turystów, podróżujących autem podczas migracji lemingów, żeby zatrzymywali maszyny, zasuwali szczelnie szyby i czekali, póki nie przetoczy się po nich fala skłębionych ciał. Po latach migracji przychodzą znów lata spokoju, przywracają w gniazdach lemingów porządek, ład, czystość. I znów zwierzątka krzątają się skrzętnie, zapobiegliwie gromadzą zapasy, wyściełają na zimę trawą i porostami ścianki swych domostw, wychowują małe. 
Wiele stronic zapisano usiłując wytłumaczyć niezwykłe obyczaje łagodnego zwierzątka, które raptem zmienia się w furię podczas obłędnego marszu ku zagładzie. Nikt nie znalazł dotąd zadowalającej odpowiedzi. Czy to pełne spiżarnie, dostatnie, wygodne życie w zagospodarowanym gnieździe powodują wzrost płodności, a ten z kolei — lęk przed głodem i samobójczą ucieczkę? Czy działają tu może jakieś nieznane, masowe zaburzenia hormonalne? A może... plamy na Słońcu? Lądując na Księżycu, marzeniami sięgając po Marsa, człowiek wciąż jeszcze tak mało wie o matce-Ziemi! I tak mało czyni, by wiedzieć więcej...
Alina i Czesław Centkiewiczowie — Osaczeni wielkim chłodem




Grenlandzki chomik (Dicrostonyx groenlandicus)

Grenlandia na zdjęciach




Centrum kulturalne w Nuuk




Lodowiec na fiordzie cesarza Franciszka Józefa

Zorza polarna








Warto przeczytać książkę Aliny i Czesława Centkiewiczowów — Osaczeni wielkim chłodem.



niedziela, 3 sierpnia 2014

Winowajczyni katastrofy "Titanica" czyli góra lodowa

Dzisiaj mamy pogodę w sam raz na taki ochładzający post. Najpierw trochę teorii.

Góra lodowa — ogólnie: zwarta bryła lodu, oderwana w wyniku procesu zwanego cieleniem od lodowca i pływająca po powierzchni wody lub osiadła na dnie. Światowa Organizacja Meteorologiczna zawęża tę definicję do brył o powierzchni przekraczającej 300 m² i wystających ponad powierzchnię co najmniej o 5 metrów (mniejsze to: odłamy góry lodowej i odłamki góry lodowej — growlery).
Częściowo wywrócona góra lodowa — na pierwszym planie
widoczny niebieski lód lodowcowy

Istotnym parametrem charakteryzującym góry lodowe jest zanurzenie. Wpływ na nie ma gęstość lodu, gęstość wody, w której pływa i kształt góry. Gęstość lodu zależy od jego pochodzenia — typu lodowca, od którego się oderwała i lokalizacji w jego obrębie. 
Przykładowo: w przypadku lodowca szelfowego gęstość może wahać się od 0,3–0,9 g/cm³ (powierzchniowa warstwa śniegowa — głębokość 60 m). Przy gęstości lodu 0,9 g/cm pod wodą znajduje się około 89 procent masy góry, przy 0,78 g/cm³ – 76 procent; w Arktyce średnia gęstość góry lodowej wynosi 0,83 g/cm³, co daje 81procent masy pod wodą. Można więc powiedzieć, że stosunek masy nadwodnej i zanurzonej części góry lodowej osiąga w przybliżeniu 1:8. Jeżeli założyć, że góra lodowa ma kształt prostopadłościanu, to stosunek jej wysokości do zanurzenia wynosił będzie w przybliżeniu 1:5.
Schemat pokazujący, jaka część góry lodowej może
znajdować się pod wodą

W 1958 w Zatoce Baffina zaobserwowano górę lodową o wysokości 168 m.
Największe z gór lodowych nazywane są wyspami lodowymi — ich powierzchnia wynosi od kilku tysięcy metrów kwadratowych do nawet powyżej 500 km².
Góry lodowe są zwykle barwy białej lub biało-szarej — wynika to z tego, że zbudowane są ze śniegu i lodu, odbijającego promienie słoneczne w całym zakresie promieniowania widzialnego. 
Postrzegana barwa gór lodowych zależy od warunków obserwacji — przy Słońcu nisko stojącym nad horyzontem, gdy część promieniowania słonecznego docierającego do powierzchni ziemi ulega refrakcji i jest pochłonięta przez atmosferę, góry lodowe mogą wydawać się złociste do czerwonych. Pod wodą natomiast barwa gór lodowych wydaje się niebieskawa, co wynika z pochłaniania części widma promieniowania widzialnego przez wodę. 
Pływające góry lodowe mogą przemieszczać się. Wpływ na to ma głównie działanie poruszającej się wody i powietrza. W związku z tym prędkość poruszania się gór lodowych jest różna. W Arktyce wynosi ona przykładowo: 7–22 km/dobę wzdłuż zachodnich wybrzeży Spitsbergenu, 7–65 km/dobę w rejonie Cieśniny Davisa i Labradoru. 
Dryf gór lodowych może stanowić zagrożenie dla żeglugi, w związku z tym prowadzone są obserwacje na obszarach szlaków żeglugowych; zajmuje się tym m.in. Międzynarodowy Patrol Lodowy powołany w 1914. Zderzenie z górą lodową było przyczyną zatonięcia statku transatlantyckiego — „Titanica” w nocy z 14 na 15 kwietnia 1912.  Raporty sporządzone przez świadków RMS Titanic stwierdziły, że statek uderzył w niebieską górę lodową.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Góra_lodowa 
http://ocean.am.gdynia.pl/wydaw/StyMa_aa2007.pdf 

Góra lodowa w pobliżu Svalbardu, zawierająca
dużą ilość niebieskiego lodu z głębokich warstw lodowca

Na stronie o górach lodowych możemy posłuchać dzwięki jakie wydaje lód w górze lodowej. Będziecie totalnie zaskoczeni, ja przynajmniej byłam. Jest animacja, która pokazuje jak wielka może być góra lodowa. [link] Poniżej zrzut części tej strony.



Poszukując wiadomości na temat kolizji statkow z gorami lodowymi znalazłam dwie ciekawe strony. Na jednej mamy wykaz statków alfabetycznie lub latami [link], na drugiej opracowanie w formie pliku .pdf do ściągnięcia na dysk [link]. Dokument ma 36 stron. Autorem strony i dokumentu jest Brian T. Hill (Institute for Ocean Technology, Canada).

Dowiedziałam się z tych opracowań, że bardzo wiele statków miało kolizję z górami lodowymi. Nie sądziłam, że było ich tak wiele. W XIX wieku było ich 373, a w XX wieku 234. Jest też polski akcent. W dniu 23.4.1967 roku polski liniowiec MS (M/V) Batory uderzył w górę lodową. Niestety nic nie znalazłam w Internecie na ten temat. Ciekawe czy będzie coś w książkach, które posiadam. Choć w to wątpię. Taka sprawa musiała być ukryta w PRL-u. [1]

Niektóre dane z powyższych opracowań są porażające. Zrobiłam dwa wykresy, które to ilustrują.
Na poniższym mamy przedstawione lata, w których było dziewięć i więcej kolizji.


Na drugim wykresie mamy kolizje w latach 1901–1939 roku.



Titanic zderzył się z gorą lodową w dniu 14 kwietnia 1912 roku dwadzieścia minut przed północą. Jaka to była góra lodowa? Jak wyglądała? Góra lodowa była podobno niebieska, a co do jej wyglądu nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Za najbardziej prawdopodobne uważa się poniższe zdjęcie. Zdjęcie góry lodowej zrobione zostało zrobione przez kapitana SS Etonian 12 kwietnia 1912 roku. Dwóch członków załogi potwierdziło, że identyczna uderzyła w Titanica.


Zdjęcie góry lodowej ze smugami czerwonej farby zrobione przez głównego stewarda niemieckiego oceanicznego liniowca SS Prinz Adalbert. W dniu 15 kwietnia statek płynął przez północny Atlantyk, kilka kilometrów od miejsca, gdzie zatonął Titanic. W tym czasie główny steward jeszcze nie wiedział o katastrofie Titanica.


To zdjęcie zostało zrobione przez kapitana De Carteret z CS Minia, jednego z czterech statków kablowych, które zostały wysyłane do miejsca katastrofy w celu odzyskania zwłok i szczątków. Kapitan twierdził, że była to jedyna góra lodowa w okolicy i miała znak czerwonej farby. Czy uderzył w nią Titanic?



Po katastrofie Titanica powołano w 1913 roku patrole lodowe. 

An American Coast Guard HC-130 on the International Ice Patrol
in the Arctic Ocean


IP (International Ice Patrol) prowadzi statystykę gór lodowych przekraczających równoleżnik 48°N na wschód od Nowej Fundlandii. Mimo, że działalność IIP rozpoczęła się w roku 1913, zebrał on dane o liczbie gór lodowych przekraczających równoleżnik 48°N od 1900 roku. Dane te gromadzone są jako liczby miesięczne w sezonie lodowym, który rozpoczyna się od października, a kończy we wrześniu oraz sumy przekraczających w danym sezonie lodowym równoleżnik 48°N gór, bez rozróżnienia ich wielkości. Sezon lodowy datowany jest na rok stycznia. Rozpoczynanie sezonu lodowego od października związane jest ze specyficznym rozkładem pojawiania się gór lodowych […] w poszczególnych miesiącach.
 Góry lodowe Arktyki, Anna Styszyńska, Andrzej A. Marsz http://ocean.am.gdynia.pl/wydaw/StyMa_aa2007.pdf
Strona International Ice Patrol [link]

Inny sławny transatlantyk tamtych czasow RMS Mauretania uniknęła zderzenia z gorą lodową w dniu 20 maja 1914 roku, którą dostrzeżono blisko przed dziobem. Szybko przełożono na lewą burtę i statek przesunął się tuż obok góry. Lepsze zdolności manewrowe statku pozwoliły na taki manewr.


Titanic uderza w górę lodową (Paramount Pictures )

[1] Cenzura w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej — zjawisko nadzoru władz Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej nad informacjami (prasą, publikacjami naukowymi i kulturalnymi, widowiskami) przeznaczonymi do rozpowszechnienia. Cenzura w Polsce Ludowej trwała w okresie od 1944 do 1990 [link]



Bibliografia:
Anna Styszyńska, Andrzej A. Marsz — Góry lodowe Arktyki, http://ocean.am.gdynia.pl/wydaw/StyMa_aa2007.pdf
Brian T. Hill — Database of ship collisions with icebergs, http://www.icedata.ca/Docs/bergs2.pdf 
Geoffrey Marcus ― Dziewicza podróż, Wydawnictwo Morskie, Gdańsk 1974
http://pl.wikipedia.org/wiki/Góra_lodowa